Sakramenty i rytuały

Rytuały a poczucie wspólnoty: Jak sakramenty łączą ludzi

Rytuały a poczucie wspólnoty: Jak sakramenty łączą ludzi

Niewidzialne więzy, które łączą nas mocniej niż myślimy

Stoisz w kościele otoczony ludźmi, których nigdy wcześniej nie widziałeś. Gdy kapłan wypowiada znane słowa, wszyscy jednocześnie wykonują te same gesty. W tej chwili, choć na krótko, przestajesz być obcy. Tak działają sakramenty – od wieków splatają ludzi w społeczności, które przetrwają dłużej niż niejedno pokolenie.

Pamiętasz swój chrzest? Pewnie nie, ale twoja rodzina na pewno tak. To właśnie wtedy – gdy kapłan polewał twoje czoło wodą – cała twoja przyszła wioska złożyła obietnicę, że będzie cię wspierać. I choć współcześnie nie zawsze się to udaje, sam rytuał tworzy trwałe zobowiązanie. W mojej parafii jest rodzina, która co roku w rocznicę chrztu organizuje spotkanie z chrzestnymi – 30 lat i ciągle się trzymają tej tradycji!

Gest, który pokonuje bariery

Podczas mszy zawsze najbardziej porusza mnie moment znaku pokoju. W dużym mieście, gdzie ludzie unikają nawet spojrzenia w tramwaju, nagle obcy ludzie podają sobie dłonie. To działa jak reset – na chwilę wszyscy stajemy się równi. Podobną moc ma spowiedź – gdy spowiednik pyta: Ile czasu minęło od ostatniej spowiedzi?, nie ważne czy jesteś prezesem czy bezrobotnym, wszyscy zaczynają w tym samym punkcie.

Ks. Marek z Poznania opowiadał mi o parafianinie, który po latach wrócił do kościoła właśnie przez ten gest. Zobaczył, jak ludzie bez słów rozumieją się nawzajem i zapragnął być częścią tego – mówił. Dziś ten człowiek organizuje spotkania dla samotnych rodziców w parafii.

Kalendarz, który wyznacza rytm życia

Pierwsza komunia, bierzmowanie, ślub… Te daty zapisujemy w rodzinnych kalendarzach na równi z urodzinami. W mojej rodzinie zachował się album ze zdjęciami komunijnymi prababci z 1932 roku. Na zdjęciu cała wieś – katolicy, prawosławni i nawet miejscowy ateista. Bo sakramenty to nie tylko sprawa wiary, ale punkt odniesienia dla całej społeczności.

W rozmowie z etnografem usłyszałem ciekawą teorię: Gdy zniknęły tradycyjne rytuały przejścia, sakramenty przejęły ich funkcję. Dziś dla wielu młodych bierzmowanie to ostatni moment, gdy czują się częścią większej całości, zanim wsiąkną w anonimowy tłum miasta.

Od ołtarza do codzienności

Czy te ceremonii rzeczywiście coś zmieniają? Ostatnio rozmawiałem z wolontariuszką z jadłodajni dla bezdomnych. Większość naszych stałych pomocników poznałam przy ołtarzu – jedni podawali komunikanty, inni sprzątali po mszy – mówiła. I nie chodzi tu o żadną magię, ale o coś bardzo ludzkiego: wspólne działanie zbliża, a sakramenty dają ku temu okazję.

Psycholog społeczny prof. Nowak zauważył coś ciekawego: Ludzie, którzy regularnie uczestniczą w życiu sakramentalnym, rzadziej czują się samotni. Nie dlatego, że są bardziej religijni, ale dlatego że sakramenty wymuszają kontakt z innymi w świecie, gdzie łatwo żyć obok siebie, a nie ze sobą.

Może właśnie dlatego, w czasach gdy przyjaźń ogranicza się do lajków na Facebooku, tak wielu młodych wraca do tradycyjnych form wspólnoty. Bo żadna apka nie zastąpi dreszczyku, gdy podczas ślubu słyszysz: Jeśli ktoś widzi przeszkodę, niech teraz przemówi. To moment, gdy cała sala wstrzymuje oddech – i nagle wszyscy czujemy, że jesteśmy w tym razem.

Udostępnij

O autorze